Witamy na naszym blogu !

 

Zajmujemy się kolekcjonowaniem i ratowaniem zabytków radiotechniki

i to zupełnie poważnie i merytorycznie.

 

 A że bywają posty mniej poważne ?

Pewnie tak, lecz osiągnięty emerycki wiek w pełni nas w tym usprawiedliwia -:)

 

Poza tym, wielką frajdę sprawia nam powrót do eksperymentów i przygód,

których nie zawsze dane nam było dokończyć w dzieciństwie.

 

Jesteśmy właścicielami i opiekunami eksponatów stanowiących zbiór :

 

K&B collection

 

prezentowany na naszej stronie:

 

www.retroradio.pl

 

A blog, jak blog - jest rodzajem pamiętnika oddającego szczęśliwe chwile

w towarzystwie naszych zabytków przy całym „pozytywnym zakręceniu „

towarzyszącemu tej pasji.

Czasem można tu znaleźć ciekawe i przydatne informacje,

zapraszamy i pozdrawiamy tych, którzy czasem zaglądają do naszego świata

 

Krystyna Jelińska i Bohdan Pieliński.

środa, 6 czerwca 2012

Powrót do wspomnień.

Zanim przystąpię ( BP ) do meritum związanego z dzisiejszym dniem, pozwolę sobie zacytować fragment moich wspomnień ( "Powroty cz.I " ) :

" W szkolnych zajęciach, doszedł nowy przedmiot, jakim była fizyka, a nauczycielem był Pan M, ( ten, co najczęściej karnie zadawał mi wielokrotne przepisywanie regulaminu uczniowskiego ).
Zważywszy, że przedmiot ów był „miodem na me serce „ większych pretensji o to nie miałem, tym bardziej, że zaproponował utworzenie kółka radiotechnicznego, na które natychmiast z Janem się zapisaliśmy.
Okazało się, że „kółko” to zbyt eufemistyczna nazwa, bowiem zapisało się do niego tylko nas dwóch, a spotykaliśmy się w służbowym, skromnym mieszkanku naszego nauczyciela, na ul.Struga.
Nie wiem skąd, ale nasz „mistrz” posiadał znaczną ilość poniemieckich odbiorników
( podejrzewałem, że był to „spadek” po jakimś tutejszym, przedwojennym warsztacie radiowym ).
Za jakieś niewielkie pieniądze, mogłem od niego nabyć takie radio i pod belfrowskim okiem uruchamiać.
To były pierwsze lampowe odbiorniki w jakich posiadanie wszedłem i własnoręcznie doprowadziłem do sprawności.
Co prawda nie były to jakieś nadzwyczajności, a wręcz jedne z najprostszych modeli.
Z racji roli jakie odgrywały w czasach faszystowskich, opatrzone zostały przez historię nazwą „naziradio”.
W każdym razie dwoma z takich odbiorników ( grającymi, a jakże ) jako młody w tym czasie radioamator mogłem się w swym dorobku poszczycić.
Teraz stanowią kolekcjonerski rarytas w mych zbiorach, przypominając o początkach wielkiej przygody z radiotechniką.

Uczęszczając na „kółko”, miałem możliwość poznania w działaniu, urządzenia do zapisu dźwięku na taśmie magnetycznej, czyli magnetofonu.
Nie był to jeszcze magnetofon w powszechnie znanej formie.
Była to taka NRD-owska przystawka, współpracująca z gramofonem elektrycznym, niemniej fascynowała mnie niezmiernie, bo na te lata była to nowość, a ja mogłem namacalnie poznawać nowe rozwiązania techniczne. "

I właśnie dopiero teraz nabyliśmy na aukcji taką przystawkę ( " TONI " , produkcji DDR, z 1955 roku), a przesyłka przyszła dzisiaj.
Dla mnie ( BP ) bardzo wzruszająca chwila.








Przystawka i mikrofon wykonane z pięknego bakelitu, o mozaikowej fakturze ( nazywanej przez Krysię salcesonikiem -:).
Oboje jesteśmy bakelitomanami, więc poza nowością techniczną w naszych zbiorach, doszedł jeszcze " bakelitomański " eksponat.




Choć do pełnego uruchomienia jeszcze trochę pracy, to wybraliśmy już gramofon z którym będzie współpracować ( koniecznie z obudową bakelitową ).



Niestety brak jest w komplecie zasilacza, który musimy zmajstrować, ale to już drobiazg.
Ważne, że przystawka jest w bardzo dobrym stanie, a niebawem zaprezentujemy ją w pełnej krasie i działaniu.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz